|
ADAM DOLISTOWSKI tekst do katalogu wystawy "Ludzie i Manekiny"
Człowiek umknął. Jeśli nawet na pierwszym planie
pojawi się okazały i triumfujący, to tylko jako lichy przedmiot. Ostygła
twarz ma coś wyrażać, wybić wszechpotężność ludzkiej kondycji... Poza
gestem tego człowieka na nic nie stać. Czmychnął ku sobie, ku swoim
myślom, oczekując wielkiego denuncjatora. Siebie już ostrzegł, skrył się
w okazjonalnym opakowaniu — obojętny wobec wielkiej intrygi,
przygotowany w swym otępieniu na każdy cios.
Gdzież on... Granica między twarzą a maską zatarta. Ufność, że nie jest
się w stanie przekroczyć samego siebie. Brak tego pragnienia, zupełny i
postanowiony, w swym uprzedmiotowieniu człowiek tylko oczekuje na
wielkiego inkwizytora, uległy i wrogi w swej obojętności. Ale i
namiętnie ufny sile swej nijakości. Przekształciwszy się w magmę i
lepkie ciasto liczy, że ostry topór nie obliże się ani jedną kroplą
krwi.
Znalazłeś uciekiniera, na peryferiach. Już nie
uniesie publicznie, w geście skrajnego rozluźnienia, szklanki piwa.
Nawet kubek z jogurtem schowa do kieszeni i później jego zawartość
wypije ukryty w łazience, najpierw starannie zamknąwszy za sobą drzwi.
Nie ujrzysz twarzy zafascynowanej karuzelą, czasem tylko matowe oczy
migną W szparze między sztachetami zbutwiałego płotu.
Ten człowiek nie da się zaskoczyć. Jest zdyscyplinowany i czujny, sam z
własnej woli nie sprzeda swego sumienia. Uprzedzony zwierzęcym
instynktem umknie, zanim ty zdołasz o nim pomyśleć.
Pozostaje ci tylko puste miasto, bezksiężycowa noc, czuła noc, która
daje ci szansę ukrycia się i wytropienia zbiega... Nikogo nocą nie
spotkasz, już dawno straciła swą magiczną doskonałość. Pozostają czarne
ulice, obojętne na ciebie i twe cierpienie, potulne i wspaniałomyślne.
O świcie możesz nawet kogoś schwytać... Stanie przed tobą, sprzeda swoje
wymiętoszone ciało, zwiędłą twarz. Nigdy nie spojrzy ci w oczy.
Czas na powroty dawno minął, nie
dościgniesz świata, którego już nie ma. Nadeszła świeża kreacja, oferuje
ci maski. Kupujesz je. Drogo płacisz, ale cóż, przy tak niewielkiej
podaży... Oto schyłek marzeń i namiętności. Jeszcze chcesz być witalnym
animatorem, jeszcze wymagasz od innych uczuć i pragnień.
Stałeś się wrogim rejestratorem. Rejestrujesz czas, o którym ludzie nie
chcą pamiętać, oni nie chcą mieć żadnych dowodów, że byli tacy w takim
czasie.
Przyjdzie świt i wracasz do domu. Może jeszcze wykręcisz film,
nieostrożnie, kilka klatek prześwietli się. Cóż z tego, skoro przecież
nie pamiętasz, co one utrwaliły.
Taka pora, otwierają sklep naprzeciw. Czas iść po mleko i wczorajsze
bułki. Pójdziesz po mleko, kupisz bułki i na pewno zapragniesz snu.
Ale dzwonek u drzwi, zbyt głośny, zbyt dźwięczny. Nie pozwala ci zasnąć.
Może i ciebie jakiś natręt osaczył...
maj 1983
Adam Dolistowski
|